Back


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

created and owned by matilda snape aka anks 2002-2005

 

Tłumaczenie z HP&HBP

{ Rozdział Drugi - Spinner's End* }

 



  Chłodna mgła cisnąca się na okna domu premiera, wiele mil dalej unosiła się nad brudną rzeką, która wiła się między zarośniętymi i zaśmieconymi brzegami. Nad okolicą dominował ogromny komin, pozostałość po opuszczonym młynie, teraz zatopiony w mroku i złowieszczy. Nie dało się słyszeć żadnego dźwięku poza szeptem czarnej wody i nie można było dostrzec żadnego znaku życia poza kościstym lisem, który chyłkiem przemierzał brzeg w poszukiwaniu jakichś starych toreb po rybie i frytkach wśród wysokiej trawy.
  Ale już chwilę później z cichym pyknięciem na brzegu rzeki znikąd pojawiła się szczupła zakapturzona postać. Lis zamarł, a zmęczone oczy utkwił w tym dziwnym nowym zjawisku. Przez moment postać zdawała się rozglądać po okolicy, by po chwili szybko ruszyć ze światłem; jej długi płaszcz zaszeleścił na trawie.
  Z kolejnym i głośniejszym pyknięciem zmaterializowała się kolejna zakapturzona postać.
  - Zaczekaj!
  Ostry krzyk przestraszył lisa, który teraz prawie płasko leżał na ziemi. Wyskoczył ze swej kryjówki i pobiegł w górę brzegu. Błysk zielonego światła, skowyt i lis znów padł na ziemię, martwy.
  Druga postać stopą obróciła zwierzę.
  - To tylko lis - odezwał się spod kaptura lekceważący kobiecy głos. - Myślałam, że może auror-- Cissy, zaczekaj!
  Ale jej zwierzyna, która zatrzymała się na moment i obróciła w stronę błysku światła, już wspinała się po brzegu, z którego dopiero co zsunął sie lis.
  - Cissy-- Narcissa-- posłuchaj mnie--
  Druga kobieta złapała pierwszą za ramię, ale ta się wyrwała.
  - Odejdź, Bella!
  - Musisz mnie wysłuchać!
  - Już wysłuchałam. Zdecydowałam się już. Zostaw mnie w spokoju!
  Kobieta nazwana Narcissą była już na górze, gdzie linia metalowego płotu oddzielała rzekę od wąskiej brukowanej uliczki. Druga kobieta, Bella, podążyła za nią. Stojąc obok siebie spoglądały na drugą stronę ulicy, gdzie stały rzędy rozsypujących się domów z cegły, których okna w ciemności były ślepe i głuche.
  - On tutaj mieszka? - zapytała z pogardą w głosie Bella. - Tutaj? Na tym mugolskim zadupiu? Musimy być pierwszymi z naszych, którzy kiedykolwiek postawili stopę...
  Ale Narcissa nie słuchała; prześlizgnęła się przez szparę między pordzewiałymi prętami płotu i śpieszyła wzdłuż drogi.
  - Cissy, zaczekaj!
  Bella podążyła, jej płaszcz powiewał za nią, i zobaczyła Narcissę biegnącą aleją między domami, skręcając w kolejną prawie identyczną uliczkę. Niektóre z ulicznych lamp nie świeciły; dwie kobiety biegły między plamami światła i głębokiej ciemności. Ścigająca kobieta zrównała się z ofiarą w momencie, kiedy ta znikała za kolejnym rogiem - tym razem udało jej się silniej złapać ją za ramię i obrócić tak, by mogły spojrzeć sobie w twarz.
  - Cissy, nie wolno ci, nie można mu ufać--
  - Czarny Pan mu ufa, czyż nie?
  - Czarny Pan się... jak sądzę... myli - wydyszała Bella a jej oczy błysnęły spod kaptura, gdy rozglądała się po ulicy, by sprawdzić, czy rzeczywiście są same. - W każdym razie, zabroniono nam komukolwiek wspominać o planie. To zdrada Czarnego Pana--
  - Puść mnie, Bella! - warknęła Narcissa i wyciągnęła spod płaszcza różdżkę, wznosząc ją groźnie ku twarzy tej drugiej. Bella tylko się roześmiała.
  - Cissy, twoją własną siostrę? Nie zrobiłabyś tego--
  - Nie ma już nic, czego bym nie zrobiła! - wydusiła Narcissa, a w jej głosie pobrzmiewała nuta histerii. Gdy opuściła różdżkę niczym nóż, znów błysnęło światło i Bella jak oparzona puściła rękę swojej siostry.
  - Narcissa!
  Ale Narcissa pobiegła naprzód. Rozcierając rękę ścigająca ją kobieta znów podążyła za nią, trzymając się teraz na dystans, gdy zagłębiły się w opuszczony labirynt domów z cegły. W końcu Narcissa pospieszyła wzdłuż ulicy Spinner's End, nad którą zdawał się unosić, niczym ogromny grożący palec, młyński komin. Jej kroki odbijały się echem na bruku, kiedy mijała powybijane i zabite deskami okna, dopóki nie dotarła do ostatniego domu, gdzie przyćmione światło błyszczało między zasłonami pokoju na parterze.
  Zapukała do drzwi zanim dogoniła ją Bella, przeklinając pod nosem. Stały obie, czekając, dysząc lekko, wdychając smród brudnej rzeki, który przyniósł powiew nocnego wiatru. Po kilku sekundach usłyszały ruch za drzwiami, które ktoś uchylił. W szparze ukazała się twarz mężczyzny, mężczyzny z długimi czarnymi włosami rozdzielonymi na dwie strony ziemistej twarzy i czarnych oczu.
  Narcissa odrzuciła kaptur do tyłu. Była tak blada, że zdawała się błyszczeć w ciemności; jej długie blond włosy wijące się na jej plecach sprawiały, że wyglądała jak topielec.
  - Narcissa! - zawołał mężczyzna i otworzył drzwi trochę szerzej tak, że światło padło również na nią i na jej siostrę. - Co za miła niespodzianka!
  - Severusie - powiedziała wymuszonym szeptem. - Możemy porozmawiać? To pilne.
  - Ależ oczywiście.
  Cofnął się, żeby mogła wejść do domu. Jej ciągle zakapturzona bez zaproszenia podążyła za nią.
  - Snape - powiedziała szorstko, kiedy go mijała.
  - Bellatrix - odparł, a jego cienkie usta skręciły się w lekko kpiący uśmieszek, kiedy zamykał drzwi z trzaskiem.
  Weszli do niewielkiego salonu, które przywodziło na myśl mroczną obitą celę. Ściany były całkowicie wypełnione książkami, z których większość oprawiona była w czarną lub brązową skórę; wytarta kanapa, stary fotel i chybotliwy stolik stały razem skąpane w przyćmionym świetle rzucanym przez wypełniony świeczkami kandelabr zwisający z sufitu. Miejsce sprawiało wrażenie zaniedbanego, jakby nie było zwykle zamieszkane.
  Snape wskazał Narcissie kanapę. Zdjęła z siebie płaszcz, rzuciła na bok i usiadła, wbijając wzrok w swoje białe i drżące dłonie ściśnięte na podołku. Bellatrix wolniej spuściła kaptur. Tak ciemnowłosa, jak jej siostra jasnowłosa, z ciężkimi powiekami nad oczami i mocną linią szczęki, ani na chwilę nie zdjęła spojrzenia ze Snape'a, kiedy ruszyła się by stanąć za Narcissą.
  - No więc, co mogę dla was zrobić? - zapytał Snape, siadając w fotelu naprzeciw obu sióstr.
  - Jesteśmy... jesteśmy sami, prawda? - zapytała cicho Narcissa.
  - Oczywiście, że tak. Właściwie Glizdogon tu jest, ale chyba nie liczymy robactwa?
  Skierował swoją różdżkę w ścianę książek za nim i z hukiem otwarły się ukryte drzwi, skrywające wąskie schody, u stóp których stał skamieniały człowiek.
- Jak z się pewnością zorientowałeś, Glizdogonie, mamy gości - powiedział Snape leniwie.
  Mężczyzna zgarbiony ześlizgnął się z ostatnich stopni i wszedł do pokoju. Miał małe wodniste oczka, szpiczasty nos a na ustach drgał mu niemiły i głupi uśmieszek. Jego lewa dłoń głaskała prawą, która wyglądała jak pokryta jasnosrebrną rękawiczką.
  - Narcissa! - zawołał piskliwie - I Bellatrix! Jak miło-
  - Glizdogon przyniesie nam coś do picia, jeśli zechcecie - odparł Snape. - A potem wróci do swojej sypialni.
  Glizdogon skrzywił się, jakby Snape czymś w niego rzucił.
  - Nie jestem twoim posługaczem! - zapiszczał, unikając wzroku Snape'a.
  - Naprawdę? Miałem wrażenie, że Czarny Pan umieścił cię tutaj, żebyś mi pomagał.
  - Pomagał, tak - ale nie, żeby robić ci drinki i, i sprzątać twój dom!
  - Nie miałem pojęcia, Glizdogonie, że tak łakniesz bardziej niebezpiecznych zadań - odrzekł Snape cicho. - Można to szybko załatwić: powiem Czarnemu Panu--
  - Sam mogę mu powiedzieć, jeśli będę chciał!
  - Oczywiście, że możesz - zadrwił Snape. - Ale póki co, przynieś nam coś do picia. Wino skrzatów powinno wystarczyć.
  Glizdogon zawahał się przez moment, jakby miał zaprotestować, ale w końcu obrócił się i przeszedł przez następne ukryte drzwi. Usłyszeli trzaśnięcie i brzęk kieliszków. Chwilę później był już powrotem, niosąc na tacy zakurzoną butelkę i trzy kieliszki. Postawił je na krzywym stoliku i zniknął im z oczu, zatrzaskując za sobą pokryte książkami drzwi.
  Snape napełnił kieliszki krwistoczerwonym winem i podał siostrom dwa z nich. Narcissa wymamrotała słowa podziękowania podczas gdy Bellatrix nie powiedziała nic, ciągle patrząc na Snape'a wilkiem. To jednak zdawało się go nie denerwować, wręcz przeciwnie, wydawał się raczej rozbawiony.
  - Za Czarnego Pana - powiedział, wznosząc kieliszek i opróżniając go.
  Siostry zrobiły to samo. Snape ponownie napełnił kieliszki.
Gdy Narcissa wypiła drugi kieliszek, wyrzuciła to z siebie - Severusie, przepraszam za to najście, ale musiałam się z tobą zobaczyć. Chyba jesteś jedyna osobą, która może mi pomóc--
  Snape uniósł rękę by ją powstrzymać i znów skierował różdżkę w stronę ukrytych drzwi. Usłyszeli głośne uderzenie i pisk, a następnie Glizdogona wbiegającego z powrotem na górę.
  - Wybacz mi - powiedział Snape - Ostatnio nabrał zwyczaju podsłuchiwania pod drzwiami, nie wiem, co chce przez to pokazać... Możesz powtórzyć, Narcisso?
  Wzięła głęboki, drżący oddech i zaczęła raz jeszcze.
  - Severusie, wiem, że nie powinno mnie tu być, zabroniono mi wspominać o tym komukolwiek, ale--
  - W takim razie powinnaś trzymać język za zębami! - warknęła Bellatrix - Szczególnie w tym towarzystwie!
  - "Tym towarzystwie"? - powtórzył ironicznie Snape. - Co mam przez to rozumieć, Bellatrix?
  - Że ci nie ufam, Snape, o czym doskonale wiesz!
  Narcissa wydobyła z siebie dźwięk, który mógłby być suchym szlochem i skryła twarz w dłoniach. Snape postawił swój kieliszek na stole i usiadł ponownie, kładąc dłonie na poręczach fotela i uśmiechając się do patrzącej spode łba Bellatrix.
  - Narcisso, myślę, że powinniśmy wysłuchać tego, co Bellatrix tak bardzo chce wykrzyczeć. Zaoszczędzi to nam nużącego przerywania. Tak więc, kontynuuj, Bellatrix - powiedział Snape. - Dlaczegóż to mi nie ufasz?
  - Z tysiąca powodów! - odparła głośno, wychodząc zza kanapy by rzucić swój kieliszek na stolik. - Gdzie by tu zacząć! Gdzie byłeś, kiedy Czarny Pan doznał klęski? Dlaczego nigdy nie zrobiłeś nic by go odnaleźć, kiedy zniknął? Co robiłeś przez te wszystkie lata, gdy tkwiłeś w kieszeni Dumbledore'a? Dlaczego uniemożliwiłeś Czarnemu Panu zdobyć kamień filozofów? Dlaczego nie wróciłeś od razu, kiedy Czarny Pan się odrodził? Gdzie byłeś kilka tygodni temu, kiedy my walczyliśmy by odzyskać przepowiednię dla Czarnego Pana? I dlaczego, Snape, dlaczego Harry Potter ciągle żyje, skoro zdany był na twoją łaskę przez pięć lat?
  Zamilkła, a jej pierś wnosiła się i opadała szybko, policzki zarumieniły. Za nią Narcissa siedziała bez ruchu, a twarz ciągle skrywała w dłoniach.
  Snape uśmiechnął się.
  - Zanim ci odpowiem - o tak, Bellatrix, odpowiem ci! Możesz przekazać moje słowa tym, którzy szepczą za moimi plecami i rozsiewają fałszywe opowieści o mojej zdradzie Czarnego Pana! Zanim ci odpowiem, jak mówię, pozwól teraz mi zadać pytanie. Czy naprawdę myślisz, że Czarny Pan nie zadał mi każdego z tych pytań? I naprawdę uważasz, że gdybym nie był w stanie dać mu satysfakcjonujących odpowiedzi, to siedziałbym tu teraz i rozmawiał z wami?
  Zawahała się.
  - Wiem, że on ci wierzy, ale--
  - Myślisz, że on się myli? Albo, że może jakoś go nabrałem? Że oszukałem Czarnego Pana, najpotężniejszego czarodzieja, najznamienitszego Legilimensa, którego widział świat?
  Bellatrix nic nie odpowiedziała, ale po raz pierwszy wyglądała nieswojo. Snape nie naciskał. Znów sięgnął po wino, łyknął nieco i ciągnął dalej - Pytasz, gdzie byłem, kiedy Czarny Pan doznał klęski. Byłem tam, gdzie mi nakazał, w Szkole Magii i Czarodzicielstwa Hogwart, ponieważ chciał, bym szpiegował Albusa Dumbledore'a. Zdajesz sobie sprawę, jak sądzę, że to na rozkaz Czarnego Pana podjąłem tę pracę?
  Skinęła głową prawie nieświadomie i już otwarła usta, ale Snape ją ubiegł.
  - Pytasz, dlaczego nie próbowałem go odnaleźć, kiedy zniknął. Z tego samego powodu, co Avery, Yaxley, Carrowsowie, Greyback i Lucius - skinął lekko głową w kierunku Narcissy - i wielu innych nie próbowało go szukać. Uwierzyłem, że został pokonany. Nie jestem z tego dumny, myliłem się, ale tak było... Gdyby nie zapomniał tego nam, którzy straciliśmy wtedy wiarę, pozostałoby mu niewielu zwolenników.
  - Miałby mnie! - zawołała z pasją Bellatrix. - Mnie, która dla niego spędziłam wiele lat w Azkabanie!
  - Tak, to rzeczywiście godne podziwu - odparł Snape znudzonym głosem. - Oczywiście nie byłaś zbyt przydatna, kiedy siedziałaś w więzieniu, ale gest to niewątpliwie wspaniały--
  - Gest! - zapiszczała ; w furii wyglądała jakby postradała zmysły. - Kiedy ja znosiłam Dementorów, ty siedziałeś wygodnie w Hogwarcie robiąc za ulubieńca Dumbledore'a!
  - Niecałkiem - powiedział spokojnie Snape. - Nie chciał mi dać Obrony Przed Czarną Magią, wiesz. Najwyraźniej myślał, że to może, hmmm, spowodować nawrót... że może mnie to sprowadzić do moich dawnych poczynań.
  - To była twoja ofiara dla Czarnego Pana, nieuczenie twojego ulubionego przedmiotu? - zadrwiła. - Dlaczego tkwiłeś tam cały czas, Snape? Nadal szpiegowałeś Dumbledore'a dla mistrza, o którym myślałeś, że nie żyje?
  - Właściwie to nie - powiedział Snape - chociaż Czarny Pan jest zadowolony, że nigdy nie porzuciłem swojej pracy: kiedy powrócił, miałem mu do przekazania szesnaście lat wiadomości o Dumbledorze, to trochę bardziej użyteczny prezent powitalny od niekończących się wspomnień z tego, jaki Azkaban jest niemiły...
  - Ale pozostałeś--
  - Tak, Bellatrix, zostałem - odrzekł Snape, zdradzając po raz pierwszy nutę zniecierpliwienia. - Miałem wygodną pracę, którą wolałem bardziej od celi w Azkabanie. Wyłapywali po kolei wszystkich Death Eaterów, jak wiesz. Protekcja Dumbledore'a trzymała mnie z dala od więzienia, komfortowa sytuacja, z której korzystałem. Powtarzam: Czarny Pan nie miał mi za złe, że zostałem, więc nie rozumiem, dlaczego tobie to przeszkadza.
  - Następną rzeczą, którą chciałaś wiedzieć - naciskał, trochę głośniej, bo Bellatrix zamierzała przerwać, - Dlaczego stanąłem między Czarnym Panem a kamieniem filozofów. Na to mogę łatwo odpowiedzieć. Nie wiedział, czy może mi ufać. Myślał, podobnie jak ty, że z wiernego Death Eatera stałem się informatorem Dumbledore'a. Był w godnym pożałowania stanie, bardzo słaby, dzieląc ciało z miernym czarodziejem. Nie śmiał się ujawnić swojemu byłemu sojusznikowi, jeśli ten sojusznik mógłby go wydać Dumbledore'owi albo Ministerstwu. Głęboko żałuję, że mi nie ufał. Odrodziłby się trzy lata wcześniej. W każdym razie, ja widziałem tylko chciwego i bezwartościowego Quirrella usiłującego ukraść kamień i przyznaję, że zrobiłem wszystko, co mogłem, by mu to uniemożliwić.
  Usta Bellatrix wykrzywiły się, jakby właśnie wzięła porcję obrzydliwego lekarstwa.
  - Ale nie zjawiłeś się, kiedy on powrócił, nie przyleciałeś do niego od razu, kiedy poczułeś pieczenie Mrocznego Znaku-
  - Zgadza się. Zjawiłem się dwie godziny później. Powróciłem na rozkaz Dumbledore'a.
  - Dumbledore'a--? - zaczęła oburzona.
  - Pomyśl! - zawołał Snape, znów zniecierpliwiony. - Pomyśl! Czekając dwie godzin, tylko dwie godziny, zapewniłem, że mogę zostać w Hogwarcie jako szpieg! Dzięki temu, że pozwoliłem Dumbledore'owi myśleć, że wracam na stronę Czarnego Pana tylko dlatego, że mi rozkazano, mogłem od tamtego czasu przekazywać informacje o Dumbledorze i Zakonie Feniksa! Zastanów się, Bellatrix: Mroczny Znak stawał się coraz wyraźniejszy od miesięcy, wiedziałem, że on musi wrócić, wszyscy Śmierciożercy wiedzieli! Miałem mnóstwo czasu, żeby pomyśleć nad tym co chcę zrobić, żeby zaplanować mój kolejny ruch, żeby uciec tak jak Karkaroff, prawda?
  - Początkowe niezadowolenie Czarnego Pana z mojego spóźnienia zniknęło całkowicie, zapewniam cię, kiedy wyjaśniłem, że pozostałem wierny, chociaż Dumbledore myślał, że jestem po jego stronie. Tak, Czarny Pan myślał, że opuściłem go na zawsze, ale się mylił.
  - Ale do czego się przydałeś? - zadrwiła Bellatrix. - Jakie użyteczne informacje mieliśmy od ciebie?
  - Moje informacje zostały przekazane bezpośrednio Czarnemu Panu - powiedział Snape. - Jeśli decyduje się nie dzielić się nimi z tobą--
  - On dzieli się ze mną wszystkim! - wypaliła Bellatrix. - Nazywa mnie swoją najbardziej lojalną, najwierniejszą-
  - Czyżby? - powiedział Snape, delikatnie modulując głos by zasugerować niedowierzanie. - Czyżby nadal, po fiasku w Ministerstwie?
  - To nie była moja wina! - zawołała Bellatrix, rumieniąc się. - Czarny Pan w przeszłości powierzał mi swoje najcenniejsze- gdyby Lucius nie--
  - Jak śmiesz- jak śmiesz obwiniać mojego męża! - powiedziała Narcissa cichym i niebezpiecznym głosem, podnosząc wzrok na swoją siostrę.
  - Nie ma sensu szukać winowajców - odparł Snape gładko. - Co się stało to się nie odstanie.
  - Ale nie stało się przez ciebie! - krzyknęła Bellatrix w furii. - Nie, ciebie znowu nie było, kiedy reszta z nas stawiała czoła niebezpieczeństwom, prawda, Snape?
  - Mnie rozkazano, bym pozostał z tyłu. - odparł Snape. - Być może nie zgadzasz się z Czarnym Panem, być może myślisz, że Dumbledore nie zauważyłby, gdybym dołączył do Śmierciożerców walczących z Zakonem Feniksa? I- wybacz mi - mówisz o niebezpieczeństwach... walczyliście z sześcioma nastolatkami, prawda?
  - Jak sam dobrze wiesz, dołączyła do nich połowa Zakonu! - warknęła Bellatrix. - I póki jesteśmy przy Zakonie, nadal twierdzisz, że nie możesz wyjawić, gdzie znajduje się ich siedziba, zgadza się?
  - Nie jestem powiernikiem, nie mogę wymówić nazwy tego miejsca. Chyba rozumiesz, jak działa to zaklęcie? Czarny Pan jest usatysfakcjonowany wiadomościami, które mu przekazałem na temat Zakonu. Doprowadziło to ostatnio, jak być może zgadłaś, do pojmania i zamordowania Emmeline Vance i na pewno pomogło pozbyć się Siriusa Blacka chociaż zwracam ci pełen honor za wykończenie go.
  Skinął ku niej głową i wzniósł kieliszek wina. Jej wyraz twarzy nie złagodniał.
  - Unikasz mojego ostatniego pytania, Snape. Harry Potter. Mogłeś go zabić w dowolnym momencie przez ostatnie pięć lat. Nie zrobiłeś tego. Dlaczego?
  - Czy omawiałaś ten temat z Czarnym Panem? - zapytał Snape.
  - On... ostatnio, my... Pytam się ciebie, Snape!
  - Gdybym zabił Harry'ego Pottera, Czarny Pan nie mógłby użyć jego krwi do odrodzenia, które uczyniło go niezwyciężonym-
  - Twierdzisz, że przewidziałeś jego użytek z chłopaka! - zakpiła.
  - Wcale tak nie twierdzę; Nie miałem pojęcia o jego planach; już powiedziałem, że uwierzyłem, że Czarny Pan nie żyje. Próbuję tylko wyjaśnić, dlaczego Czarny Pan nie żałuje, że Potter przeżył, przynajmniej do zeszłego roku...
  - Ale dlaczego pozostawiłeś go przy życiu?
  - Nie zrozumiałaś mnie? Tylko protekcja Dumbledore'a trzymała mnie z daleka od Azkabanu! Nie sądzisz, że morderstwo jego ulubionego ucznia nie zwróciło by go przeciwko mnie? Ale było w tym coś więcej. Przypominam ci, że kiedy Potter pojawił się w Hogwarcie nadal krążyło o nim wiele opowieści, plotek, że sam jest potężnym czarnoksiężnikiem, że dlatego przeżył atak Czarnego Pana. Rzeczywiście, wielu starych zwolenników Czarnego Pana myślało, że Potter może być tym, wokół którego możemy znów się zgromadzić. Byłem ciekawy, przyznaję, i w żadnym wypadku nie zamierzałem go zabijać od momentu, gdy pierwszy raz wkroczył do zamku.
  Oczywiście, dość szybko okazało się, że nie ma żadnych nadzwyczajnych talentów. Udało mu się wydostać z wielu zasadzek dzięki czystemu przypadkowi i bardziej uzdolnionym przyjaciołom. Jest totalną miernotą,  tak okropnym i samolubnym jak przed nim jego ojciec. Zrobiłem wszystko, by się go pozbyć z Hogwartu, gdzie moim zdaniem właściwie nie należy, ale żeby go zabić albo pozwolić, żeby zginął w mojej obecności? Byłbym głupcem, gdybym zaryzykował, mając Dumbledore'a koło siebie.
  - I po tym wszystkim mamy uwierzyć, że Dumbledore nigdy cię nie podejrzewał? - zapytała Bellatrix. - Nie ma pojęcia o twojej prawdziwej lojalności, wciąż bezgranicznie ci ufa?
  - Dobrze zagrałem swoją rolę - odparł Snape. - A ty nie dostrzegasz największej słabości Dumbledore'a: on wierzy w to, co dobre w ludziach. Gdy dołączyłem do jego nauczycieli świeżo po wyrzeczeniu się życia Smierciożercy, wcisnąłem mu bajeczkę o wielkich wyrzutach sumienia, a on przyjął mnie z otwartymi ramionami - ale jak już mówiłem, nigdy nie pozwolił mi się zbliżyć do Czarnej Magii bardziej niż to było konieczne. Dumbledore jest wielkim czarodziejem - o tak, jest - (zaznaczył, bo Bellatrix wydała pogardliwy odgłos) - Czarny Pan to przyznaje. Jednakże miło mi poinformować, że Dumbledore się starzeje. Pojedynek z Czarnym Panem zeszłego miesiąca wstrząsnął nim. Odniósł obrażenia, ponieważ ma słabszy refleks. Ale przez te wszystkie lata nigdy nie przestał ufać Severusowi Snape'owi i w tym tkwi moja wielka wartość dla Czarnego Pana.
  Bellatrix nadal wyglądała na niezadowoloną, chociaż zdawała się być niepewna jak najlepiej zaatakować Snape'a po raz kolejny. Korzystając z tego, że milczy, Snape zwrócił się do jej siostry.
  - A więc... przyszłaś, żeby prosić mnie o pomoc, Narcisso?
Narcissa uniosła na niego wzrok a twarz jej wyrażała wymowną rozpacz.
  - Tak, Severusie. Myślę - Myślę, że jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc, nie mam do kogo się zwrócić, Lucius jest w więzieniu a...
  Zamknęła oczy, a spod jej powiek wypłynęły dwie wielkie krople łez.
  - Czarny Pan zabronił mi o tym mówić - ciągnęła Narcissa, wciąż nie otwierając oczu. - Nie chce by ktokolwiek wiedział o planie. To jest... bardzo tajne. Ale--
  - Jeśli tego zabronił, nie powinnaś nic mówić - powiedział natychmiast Snape. - Słowo Czarnego Pana jest prawem.
  Narcissa zachłysnęła się oddechem, jakby wylał na nią kubeł zimnej wody. Bellatrix po raz pierwszy od momentu wkroczenia do domu wydawała się usatysfakcjonowana.
  - No i masz! - zawołała triumfująco do swej siostry. - Nawet Snape tak mówi: powiedziano ci, żebyś nie gadała, więc siedź cicho!
  Ale Snape wstał i podszedł do małego okna, spojrzał między zasłonami na opuszczoną ulicę, po czym zasunął je szarpnięciem. Obrócił się, by spojrzeć na Narcissę i zmarszczył brwi.
  - Tak się jednak składa, że wiem o planie - powiedział cicho. - Jestem jednym z niewielu, którym Czarny Pan powiedział. W każdym razie, gdybym nie został dopuszczony do tajemnicy, Narcisso, byłabyś winna wielkiej zdrady Czarnego Pana.
  - Wiedziałam, że ty musisz o tym wiedzieć! - powiedziała Narcissa, oddychając nieco swobodniej. - On ci tak ufa, Severusie...
  - Wiesz o planie? - zapytała Bellatrix a jej przelotnie zadowolona mina zastąpiło rozwścieczone spojrzenie. - Ty wiesz?
  - Naturalnie - odparł Snape. - Ale jakiej pomocy wymagasz, Narcisso? Jeśli wyobrażasz sobie, że mogę przekonać Czarnego Pana, by zmienił zdanie, to obawiam się, że nie ma nadziei, nawet cienia.
  - Severusie, - wyszeptała, a łzy spływały po jej bladych policzkach. - Mój syn... mój jedyny syn...
  - Draco powinien być dumny - powiedziała obojętnie Bellatrix. - Czarny Pan ofiarowuje mu ogromny zaszczyt. I powiem za Draco: on nie zamierza wykręcić się od swojego obowiązku, wydaje się być zadowolonym, ze dano mu szansę na wykazanie się, jest podekscytowany perspektywą--
  Narcissa zaczęła szczerze płakać, cały czas spoglądając błagalnie na Snape'a.
  - Bo ma dopiero szesnaście lat i nie ma pojęcia, co się za tym kryje! Dlaczego, Severusie? Dlaczego mój syn? To zbyt niebezpieczne! To zemsta za błąd Luciusa, ja to wiem!
  Snape nic nie powiedział. Odwrócił wzrok od widoku jej łez jakby były nieprzyzwoite, ale nie mógł udawać, że jej nie słyszy.
  - To dlatego wybrał Draco, prawda? - upierała się. - Żeby ukarać Luciusa?
  - Jeśli Dracowi się powiedzie - powiedział Snape, wciąż na nią nie patrząc. - Zostanie wynagrodzony ponad wszystkich.
  - Ale jemu się nie powiedzie! - załkała Narcissa. - Jak mógłby, skoro sam Czarny Pan-?
  Bellatrix wstrzymała oddech; Narcissa traciła panowanie nad sobą.
  - Miałam na myśli... że nikomu się jeszcze nie udało... Severusie... proszę... jesteś, zawsze byłeś, ulubionym nauczycielem Draco... jesteś starym przyjacielem Luciusa... błagam cię... jesteś ulubieńcem Czarnego Pana, jego najbardziej zaufanym doradcą... porozmawiasz z nim, namówisz go--?
  - Czarny Pan nie da się namówić a ja nie jestem na tyle głupi, by w ogóle próbować - powiedział stanowczo Snape. - Nie da się ukryć, że Czarny Pan jest zły na Luciusa. To Lucius miał być odpowiedzialny za akcję. Dał się złapać z wieloma innymi i w dodatku nie udało mu się odzyskać przepowiedni. Tak, Czarny Pan jest rozgniewany, Narcisso, nawet bardzo rozgniewany.
  - Więc mam rację, wybrał Draco z zemsty! - zakrztusiła się Narcissa. - On nie chce by mu się powiodło, on chce, żeby zginął próbując!
  Gdy Snape nic na to nie odpowiedział, Narcissa zdawała się stracić ostatnią resztkę opanowania. Wstała i zatoczyła się ku Snape'owi, chwytając wierzch jego szat. Jej twarz przy jego twarzy, jej łzy spadające na jego pierś. Wydyszała: - Ty mógłbyś to zrobić. Ty mógłbyś to zrobić zamiast Draco, Severusie. Tobie by się udało, oczywiście, że tak i on wynagrodziłby cię ponad wszystkich z nas.
  Snape złapał ją za nadgarstki i zdjął jej ściśnięte ręce. Spoglądając w dół na jej mokrą od łez twarz powiedział powoli. - Wydaje mi się, że on chce, bym w końcu ja to zrobił. Ale stanowczo uważa, że Draco powinien spróbować pierwszy. Widzisz, jeśli Dracowi się powiedzie, co mało prawdopodobne, będę mógł pozostać jeszcze trochę w Hogwarcie, wypełniając moją przydatną rolę szpiega.
  - Innymi słowy, jest mu obojętne, czy Draco zginie!
  - Czarny Pan jest bardzo rozgniewany - powtórzył cicho Snape. - Nie udało mu się usłyszeć przepowiedni. Wiesz równie dobrze jak ja, Narcisso, że on łatwo nie przebacza.
  Osunęła się do jego stóp, łkając i jęcząc na podłodze.
  - Mój jedyny syn... mój jedyny syn...
  - Powinnaś być dumna! - zawołała bezlitośnie Bellatrix. - Gdybym miała synów, z radością oddałabym ich na służbę czarnemu Panu!
  Narcissa wydała okrzyk rozpaczy i chwyciła się za swoje długie blond włosy. Snape schylił się, chwycił ją za ramiona, podniósł i odprowadził z powrotem na kanapę. Potem nalał jej więcej wina i wmusił kieliszek w jej dłoń.
  - Narcisso, wystarczy. Wypij to. Posłuchaj mnie.
  Uciszyła sie nieco; pociągnęła drżącego łyka, oblewając się winem.
  - Być może... będę mógł pomóc Draco.
  Wyprostowała się, twarz miała bladą jak papier a oczy  wielkie.
  - Severusie - och, Severusie - pomógłbyś mu? Będziesz się o niego troszczył, dopilnujesz, by nic mu się nie stało?
  - Mogę spróbować.
  Odrzuciła swój kieliszek; który prześlizgnął się po stole, a sama zsunęła się z kanapy na kolana u stóp Snape'a, złapała jego dłoń w swoje obie ręce i ucałowała ją.
  - Jeśli będziesz tam by go chronić... Severusie, czy przysięgniesz mi to? Czy złożysz Unbreakable Vow**?
- Unbreakable Vow? - twarz Snape'a była bez wyrazu, nie do odczytania: z drugiej strony Bellatrix zarechotała triumfującym śmiechem.
-   Nie słuchasz, Narcisso? Och, na pewno sprónuje... zwykłe puste słowa, tradycyjne wymigiwanie się od zaangażowania... och, oczywiście na rozkaz Dark Lorda!
  Snape nie patrzył na Bellatrix. Jego czarne oczy skoncentrowane były na wypełnionych łzami oczach Narcissy, która wciąż trzymała jego dłoń w swoich.
  - Naturalnie, Narcisso, złożę Unbreakable Vow - powiedział cicho. - Być może twoja siostra zgodzi się być Wiążącą.
  Bellatrix otwarła usta. Snape zniżył się tak, że klęczał teraz naprzeciw Narcissy. Pod oszołomionym spojrzeniem Bellatrix chwycili się za prawe ręce.
  - Będziesz potrzebować swojej różdżki, Bellatrix - powiedział zimno Snape.
  Wyciągnęła ją, ciągle zdumiona.
  - I będziesz musiała się nieco zbliżyć - dodał.
  Podeszła bliżej tak, ze stała nad nimi i położyła czubek różdżki na ich połączonych dłoniach.
  Narcissa przemówiła.
  - Severusie, czy będziesz uważał na mojego syna Draco, kiedy będzie próbował wypełnić życzenie Czarnego Pana?
  - Tak - powiedział Snape.
  Cienki język jasnego światła wypłynął z różdżki i owinął się wokół ich rąk niczym rozgrzany do czerwoności drut.
  - Czy będziesz, wedle swoich najlepszych umiejętności, bronił go przed krzywdą?
  - Tak - powiedział Snape.
  Drugi płomienny język wystrzelił z różdżki i złączył się z pierwszym, tworząc wspaniały błyszczący łańcuch.
  - Czy, gdyby było to konieczne... jeśli wszystko będzie wskazywać na porażkę Draco... - wyszeptała Narcissa (Dłoń Snape drgnęła, ale nie odsunął się) - dokonasz czynu, który Czarny Pan nakazał wypełnić Dracowi?
  Nastąpiła chwila ciszy. Bellatrix patrzyła z szeroko otwartymi oczami, jej różdżka nadal tkwiła na ich złączonych dłoniach.
  - Tak - powiedział Snape.
  Zdumiona twarz Bellatrix błyszczała na czerwono odbijając światło trzeciego płomienia, który wytrysnął z jej różdżki, okręcił się z pozostałymi i owinął się grubo wokół ich zaciśniętych dłoni jak lina, jak ognisty wąż.


* 'Spinner' to przędzarz albo prządka, a 'end' to coś ala zaułek, określenie takie samo jak aleja, ulica itp. Pozostawiam oryginalna nazwę, tak jak Polkowski zostawił Privet Drive.

** Unbreakable Vow dosłownie to "niełamliwa, niełamalna przysięga". Miałam gdzieś lepsze tłumaczenie tej nazwy, ale przepadła mi, więc zostawiłam oryginalną wersję.